Patrząc na moją aktywność na tej stronie, jak i w mediach społecznościowych, można by dojść do wniosku, że gdzieś przepadłem. Otóż nic bardziej mylnego. Jestem i żyję, a także (a może przede wszystkim) ciężko pracuję.
Miło mi poinformować, że ruszyła witryna Sekcja Informatyków Administracji Publicznej przy Polskim Towarzystwie Informatycznym. Jest mi tym bardziej miło, że miałem swój mały udział w procesie konfigurowania tej strony (no i jest tam też link na mojego bloga).
Podtrzymując tradycję świątecznego wpisu mam do wrzucenia nawet dwie choinki. Ta powyżej to choinka megabajtowa z mojej dotychczasowej pracy, a ta z nowej pracy to choinka gigabajtowa.
To musiało się stać. Przekonałem się, że film z mojego lubianego uniwersum zamiast mnie porwać spowodował, że go analizowałem jak skończony staruch. Za to moim córkom się podobał i to chyba najważniejsze.
To miała być rutynowa „akcja”. W miejscu gdzie instalowałem komplet sprzętu i oprogramowania od Ubiquiti (switch, router, nadajniki i CloudKey) coś się wysypało i zestaw działał lokalnie, ale przestał komunikować się z centralnym zarządcą. Skoro więc komunikat głosił, że jest tam stare oprogramowanie to czas na aktualizację. Proste? Niby tak, ale przez własne gapiostwo z pół godzinnej akcji zrobiło się trzy godziny analizowania starego niedopatrzenia.
Zmiana pracy spowodowała, że znowu muszę wszystko ustawiać po swojemu. Po kilku dniach zorientowałem się, że lista moich ulubionych „softów” jest całkiem spora.
Ostatnie 2 miesiące były intensywne. W starej pracy wdrażane są masowo nowe funkcje systemu informatycznego, w domu prawie widać zakończenie remontu warsztatu, no i znalazłem nową pracę. Także jest wiele zmian, co widać w ilości wpisów na blogu.
Szybka zabawa padniętym dyskiem. Tylko nie puszczać za głośno bo dźwięk mało przyjemny.