Gdy pierwszy raz spotkałem się z wirtualizacją byłem zachwycony. Oto w domowym zaciszu można bezkarnie testować sobie inne systemy i wcale nie trzeba mieć wielu komputerów koło siebie. Jednak nadal trzeba było postawić system w tego słowa znaczeniu gdzie zwykle maszyna wirtualna służyła do uruchomienia jednej lub dwóch aplikacji. Po co więc stawiać cały system skoro można mieć wirtualne aplikacje?
Plan aby głównym routerem było urządzenie z DD-WRT wypalił, ale częściowo. W ostatnich dniach zakończyło swój żywot urządzenie, które robiło za modem ADSL, więc aby zmniejszyć ilość urządzeń i poprawić zasięg WiFi postanowiłem zamontować nowy router TP-Link TD-W8961ND. Niestety nie obyło się bez kłopotów.
Zmiana czasu powoduje, że wydłużają się wieczory i jakoś tak zwykle mam, że w tym okresie częściej łapię za lutownicę i coś dłubię. W zasadzie eksperyment z matrycą uświadomił mi jak brakowało mi zapachu topionej kalafonii i uczucia, że robię coś nie wirtualnego.
Najnowszy film Ridleja Scota „Marsjanin” znowu przenosi nas w kosmos i znowu pokazuje, że na świecie tylko jeden kraj może dokonywać rzeczy niemożliwych (oraz być napadanym przez obcych, ale to nie w tym dziele). Widzieliśmy to już wiele razy i pytanie jest takie: czy ten temat nam się już nie przejadł?
Od czasu do czasu ktoś do mnie dzwoni aby przedstawić mi ofertę i zawsze gdy słyszę, że rozmowa będzie rejestrowana odwdzięczam się tym samym. Ale teraz było inaczej bo pani przeszła od razu do ofensywy więc i ja nie poczuwałem się do obowiązku poinformowania jej o tym, że będę rejestrował rozmowę. A było warto.