Ludzie dzielą się na tych co robią kopie i co zaczną robić kopie. Najprościej nasze dane zgrywać na „pendraka” albo jakiś zewnętrzny dysk USB. Co jednak jak ten padnie? Generalnie gdy dociera do mnie sprzęt uszkodzony na poziomie elektroniki to w 99% stwierdzam zgon „pacjenta”. Tym razem jednak było troszkę inaczej. Zgon udało się chwilkę odroczyć.
Dawno nie miałem na warsztacie drukarki. Może dla tego, że większość drukarek domowych to urządzenia jednorazowego użytku, a może przez to, że część osób przesiadła się na trwalsze urządzenia. Faktem jest, że kilka ostatnich „napraw” kończyła się na stwierdzeniu, że należy wymienić urządzenie bo jego naprawa będzie nieopłacalna. Tak jest przy urządzeniach w przedziale cenowym od 100 do 250 zł. Ale nie w tym przypadku.
Pewne sytuacje mnie przerastają, a może to kwestia wieku. Może z czasem, zamiast szarpać się z rozwiązaniem problemu zgodnie z własnymi przekonaniami, należy go rozwiązać w najprostszy sposób? Może więc zamiast denerwować się, że kolejne aktualizacje FF, Opery czy Chroma psują funkcjonalność systemu w pracy, należy przesiąść się na Edga?
Na przełomie roku trafiają do mnie praktykanci z lokalnego technikum. Ich zakres prac jest uzależniony od tego, co w danej chwili jest na liście. Generalnie jednak głównym tematem jest porządkowanie spraw zaległych oraz zapoznanie się z siecią oraz narzędziami do jej monitorowania. W tym roku praktykantom udało się znaleźć ciekawą płytę w jednym ze starych komputerów i nauczyli się o kierunku nożyc w narzędziu do złącz LSA/IDC/Krone.
W tym roku podsumowanie będzie nieco inne. To dla tego, że warsztat się zmienia. Co raz mniej jest dłubalnictwa sprzętowego, a co raz więcej kwestii związanych z zabezpieczaniem lub odzyskiwaniem danych.
Święta tuż, tuż, więc trzeba przygotować jakieś ozdoby godne Działów IT.
Długo się zabierałem do ponownego pisania o GLPI i chyba nadszedł właśnie ten moment. Powodów jest kilka, a najważniejszy to fakt, że ludzie ciągle trafiają na tego bloga wyszukując informacji o tym co to za narzędzie i jak można dzięki niemu ułatwić sobie „admińskie” (adminowe?) życie.
Od ponad roku mój warsztat posiada router w postaci maszyny na oprogramowaniu pfSense. O ile samo oprogramowanie jest stabilne i nie sprawia problemów to samo urządzenie wyłączyło się kilka razy w sposób niekontrolowany. Winą obarczam nagrzewanie się procesora i należało coś z tym zrobić.
Opis awarii: w laptopie nie działa bateria. Obserwacje: migocząca (wyłączanie podświetlenia) matryca, zacinający się dysk twardy, częste przełączanie pomiędzy trybami zasilania. A po otwarciu małe iskierki. Najgorsze jest to, że winą za problemy został obarczony zasilacz, który został wymieniony, tyko problemy pozostały.
Wszyscy wiemy, że szybkość komputera zależy od jego najsłabszego elementu. Pomijając użytkownika, najsłabszym ogniwem (pod względem prędkości i awaryjności) jest bardzo często dysk twardy. W zasadzie praca na zwykłym HDD mija się obecnie z celem. Problem może się pojawić w momencie gdy nie bardzo da się sklonować stary dysk na SSD ze względu na pojemność lub błędy na dysku źródłowym. W tym przypadku był problem i z wielkością i z błędami.