Menu Zamknij

Kategoria: Blogownia

Moje narzędzia #1 – KeePass

indeksJednym z najważniejszych aspektów bezpieczeństwa jest kwestia posiadania dobrego hasła i mechanizmów związanych z jego przechowywaniem i zarządzaniem.  Jeśli bowiem mamy złożone i długie hasło, ale używamy go w wielu miejscach i nigdy go nie zmieniamy to nie można mówić o bezpieczeństwie. Albo jak przechowujemy nasze hasło (lub hasła) w pliku tekstowym na pulpicie naszego komputera, albo jeszcze gorzej, w postaci karteczek w szufladzie, to znowu nie można mówić o bezpieczeństwie. Aby sobie ułatwić sprawę, wszystkie te kwestie można załatwić programowo.

Własny NAS czyli Synology na złomie – part 2

Projekt własnego NASa na oprogramowaniu XPEnology się na tyle przyjął, że z wersji “tak na testy” zmieniam status “na stałe”. Do tej pory za bazę sprzętową służył jednordzeniowy procesor AMD LE-1620, 1 GB RAM i dwa dyski 80GB i 250GB. Pracowało to stabilnie i cicho, ale nie pokusił bym się na to aby na stałe przechowywać tam jakieś dane ze względu na brak choćby RAID’a. Czas więc na zmiany.

Własny NAS czyli Synology na złomie – part 1

Kilka lat temu zrobiłem dla benchmark.pl mini recenzję sieciowego playera NMP-1000 firmy Qnap. Urządzenie łączyło w sobie kilka funkcji w tym bardzo prostego NAS’a. O ile jednak do udostępniania zasobów sieciowych jego funkcjonalność wystarczała, to z wydajnością i intuicyjnością nie miało to nic wspólnego. Jakiś czas później w moje ręce trafił NAS, ale firmy Synology i swoją intuicyjnością i mnogością funkcji po prostu mnie zachwycił. Z ceną było już gorzej.

Takie tam z Oculus Rift DK2

Wyjazdy na szkolenia, konwenty, prezentacje, mają swoją część merytoryczną (lub inaczej oficjalną) oraz część mniej merytoryczną, ale nie mniej ważną (lub inaczej integracyjną). Podczas ostatniego Dolnośląskiego Konwentu Informatyków, podczas wieczornej części spotkania, zaserwowano nam kilka atrakcji, a jedną z nich była możliwość odczucia na własnej skórze jak działa Oculus Rift w wersji DK2.

Znikające konto użytkownika

Czasami się zastanawiam ile z oprogramowania komercyjnego i specjalistycznego, zostało napisane przez programistycznych amatorów.  I nie chodzi mi o amatorów w sensie zapaleńców, programistycznych cudotwórców, co to nie przechodząc kursów, ani nie kończąc studiów potrafią kodować cuda. Tu chodzi o tych, co to niby coś potrafią, ale z myśleniem jest im nie po drodze. Oczywiście jest to ciąg dalszy przygód z oprogramowaniem, do którego musiałem się “włamać” o czym pisałem tutaj.