Menu Zamknij

I staniesz się routerem – part VII

Mój dotychczasowy router, zbudowany w oparciu netbooka Samsung N110 dokonała żywota. No może nie całkowicie, ale całość działa na tyle niestabilnie, że musiałem wymienić router …. dwa razy. Jednak do trzech razy sztuka i wracam do pfSense, ale tym razem na terminalu od HP.

Od ostatniej modyfikacji, która dotyczyła dodania chłodzenia, minął ponad rok. W tym czasie, ilość zawieszeń routera była znikoma. No właśnie, była. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy, nie było dnia, aby coś się nie wykrzaczyło.  I nie pomagał zwykły restart. Do tego liczne zawieszenia nadajnika na DD-WRT. To przelało czarę goryczy. Jeszcze w grudniu zakupiłem router firmy ASUS RT-AC1200, który zastąpił mojego pfSense. Niestety nadal był problem z nadajnikiem, bez którego nie miałem zasięgu w kilku pomieszczeniach. No to zamieńmy je rolami. ASUS stanie się tylko nadajnikiem, a DD-WRT będzie routerem głównym. Niestety zachciało mi się zrobić aktualizację tego drugiego. Urządzenie nie wstało po załadowaniu nowego firmware. No więc ASUS wrócił jako router, a zasięg musiałem zwiększyć wzmacniaczem, który walał mi się gdzieś w szufladzie. 
Mógłbym tak to zostawić, ale ASUS też pokazywał rogi. Od mojego dostawcy Internetu wypożyczyłem więc Mikrotika hAP ac lite. Sama konfiguracja przebiegła dość sprawnie i przez okres 2 tygodni urządzenie było stabilne jak skała, ale … ja po prostu nie trawię oprogramowania Mikrotika. Wiem, że to bardzo profesjonalne urządzenia i że mnóstwo osób tego używa. No wiem i co? To tak jak z niektórymi potrawami czy smakami. Ja na przykład nie zjem surowego pomidora czy szczypiorku. Odrzuca mnie sam ich zapach o smaku nie wspominając. Podobnie mam z Mikrotikiem. Może jakbym trafił na kogoś, kto by mi wyjaśnił ideę i zamysł twórców tego oprogramowania to może zmieniłbym zdanie. Mówiąc krótko, zatęskniłem  za pfSense. 
Problemem był sprzęt. Na czym to postawić, aby nie żarło prądu, a jednocześnie było stabilne? I tak w ręce wpadł mi (na razie na testy) terminal od HP model T620 w wersji czterordzeniowej. Nie posiada on dodatkowego portu RJ-45, ani PCIeX, do podłączenia dodatkowej karty sieciowej, ale nie wymaga również aktywnego chłodzenia i ma wbudowany dysk SSD.
Sama procedura przejścia na nowe urządzenie była prosta. Wystarczyło zgrać ze starego urządzenia plik konfiguracyjny, odłączyć dodatkową kartę LAN na USB, podłączyć ją do terminala, zainstalować pfSense, wgrać konfigurację z backupu. Całość operacji zajęła mi poniżej 20 minut. 
Poniżej stary i nowy router pfSense.

Na chwilę przed demontażem

Obraz 1 z 2

Na chwilę przed demontażem