Pacific Rim – takie sobie kino

Ostatnio nie widziałem ŻADNEGO bardzo dobrego filmu. Kilka dobrych się trafiło, ale Pacific Rim nie zamieszczę w tej grupie. Moja ocena jest chyba podyktowana dwoma kwestiami. Po pierwsze wiekiem i tym, że to co podobało mi się za młodu to teraz już nie koniecznie. Po drugie faktem, że oglądnąłem jednak trochę filmów i kilka anime, przez co widząc coś na ekranie, znajduję odwołania do czegoś co było. Czy więc Pacific Rim ocenił bym wyżej? Pewnie tak, ale jak bym był młodszy i nie widział wszystkiego tego co widziałem. No ale nie na samej ocenie tekst się opiera więc o co tak na prawdę chodziło? Historia jest prosta: kolejna inwazja na Ziemię przez obcą, wrogą rasę. Naszą jedyną bronią są wielkie roboty, które z sukcesem odpierają kolejne ataki, aż pewnego razu robot przegrywa. W zasadzie film zaczyna się walką, która jako jedyna mi się podobała bo nie było w niej takich sprzeczności co w późniejszych momentach filmu. W zasadzie w walkach widać było to że walczą ze sobą przepotężne postacie. Tutaj jednak zaczynają się moje dylematy. Pokazano tylko jednego robota wyposażonego w rakiety i jednego w działko jonowe/protonowe/energetyczne (niepotrzebne skreślić). Reszta walczyła w zwarciu. Po co? Tego nie wyjaśniono. Potwory nie posiadały pola ochronnego więc można było je zranić bronią konwencjonalną (o czym jest mowa w filmie). Wiem że się czepiam, ale jak tylko ktoś sobie uświadomi taki prosty fakt, to reszta filmu w zasadzie nie ma sensu. Co stało na przeszkodzie aby działka energetyczne lub rakiety wystrzeliwać z powiedzmy samolotu lub helikoptera? Kolejna sprawa to użycie dwóch (czasami trzech) pilotów do mecha. Tłumaczenie, że układ nerwowy przy jednym pilocie jest przeciążony przeczył temu jak piloci byli podłączeni z robotem. Skoro musieli wykonywać fizycznie ruchy rąk i nóg, a przełączanie broni odbywało się przez konsoletę to co było podłączone do ich układu nerwowego? Przeszkadzajek było więcej, ale są przytaczane tyle razy w innych recenzjach, że pozwolę sobie je pominąć.
I to jest mój kłopot z obecnymi filmami. Widzę jakiś problem lub błąd i ciężko mi się skoncentrować na samym filmie, a zaczynam analizować go będąc jeszcze na sali kinowej.
Jak już jednak napisałem, znajdzie się spora grupa osób, którym film się spodoba. Przewiduję jednak że do kanonu klasyki S-F to on nie wejdzie.