Perypetie ze zmianą typu konta bankowego

kioqgW obecnych czasach może się wydawać, że zmiana typu konta bankowego to działanie proste, aby nie powiedzieć wręcz banalne. I w wielu przypadkach tak jest, ale jeśli zamiast dobra klienta, pracownik ma przed oczami tylko ilość sprzedanych usług, to dramat (w kilku aktach) gotowy.

Od czasów studenckich mam konto w PKO BP i w zasadzie byłem zadowolony. Nawet aktywacja dostępu przez Internet przeszła w miarę bez boleśnie. Jedyne problemy były gdy na siłę zostałem uszczęśliwiony kartą kredytową (a nawet dwiema), oraz gdy bank usilnie wysyłał (ale nigdy nie wysłał) kartę bankomatową na stary adres zamieszkania.
Czas mija, konto stare to i warunki zostały bez zmian, przez co płaciłem dość dużo za każdy przelew i inne operacje. Oczywiście w TV widziałem reklamy konta za zero, ale ja strasznie nie lubię reklam i zawsze doszukuję się dopisków drobnym druczkiem. Jednak przyszedł taki moment, gdy koszt prowadzenia tego konta zaczęły mi doskwierać. Padła więc decyzja o zmianie. Co do zasady nie mam czasu łazić po bankach, ale okazało się, że nie można operacji zmiany typu konta przeprowadzić na odległość. Dodatkowo do bankowości elektronicznej miała mieć dostęp też moja lepsza połowa, więc do banku trzeba było chodzić razem, a cała operacja była przeprowadzana przez jednego pracownika banku.
Co się okazało:

  1. Ze zmianą typu konta wiąże się konieczność zmiany numeru konta.
  2. Zmiana typu konta jest płatna 50 zł.
  3. Trzeba wydać nowe karty bankomatowe oraz nowe dostępy do IPKO.

Ad. 1. O tym, że wcale nie trzeba było zmieniać numeru konta dowiedziałem się w innym oddziale banku PKO BP, a skoro zmieniłem numer konta, to w IPKO miałem jedynie ostatnią kwotę i pustki jeśli chodzi o transakcje historyczne. Po kilku interwencjach i posiłkowaniu się infolinią, udało się wymusić dostarczenie transakcji w formacie PDF na wskazany adres mailowy. To duże osiągnięcie, bo w pierwszej wersji pracownik stał na stanowisku, że każdorazowo trzeba zgłaszać się do banku po interesujący mnie wydruk, a w drugiej zaproponował mi oddrukowanie historycznych transakcji, ale chyba też wspomniał coś o opłacie z tym związanej.

AD. 2. Od byłego pracownika dowiedziałem się, że ta opłata może być anulowana w przypadku jakiś problemów, albo gdy mamy do czynienia z „trudnym” klientem. Po trzech reklamacjach można by było mnie spokojnie podpiąć pod tą kategorię. Opłata w tej wysokości o  mało nie spowodowała, że chciałem odstąpić od zmiany konta, bo wydawało mi się że branie pieniędzy za coś takiego nie mieści się w granicach logicznego myślenia.

Ad. 3. Tu była cała masa pomyłek. Po pierwsze na karty czekaliśmy prawie miesiąc. Ten czas uświadomił mi jak bardzo jestem przyzwyczajony do plastiku i jak bardzo nie wygodne jest łażenie do banku po gotówkę. Po drugie po tym miesiącu nie dało się korzystać z kart bo … zostały zablokowane przez pracownika w dniu ich wydania. Tego akurat dowiedziałem się z infolinii, która okazała się znowu bardzo pomocna. No i kolejny raz trzeba było czekać na karty. Kuriozum polega na tym, że pracownik zasugerował przyspieszenie wydania kart, ale ponieważ muszą być dostarczone kurierem to oczywiście jest to płatne extra. NO i znowu zadziałała w magiczny sposób infolinia, dzięki której udało się to zrobić bez kosztowo.

Z innych kwiatków, to o ile udało się wybierać już pieniądze z bankomatów i płacić kartami, to za nic nie dało się robić przelewów w IPKO. Kolejna wizyta w oddziale banku i kolejny raz okazało się, że ten pracownik zawalił sprawę. NIE były nadane uprawnienia. Ponieważ miałem już serdecznie dość tłumaczeń, pomyłek i strat czasu to udałem się do kierownika. To niestety też była strata czasu. Stanęło na jego stwierdzeniu, że to była ostatnia pomyłka i więcej problemów już nie będzie. Ja na to odparłem tylko, że obiecywanie czegoś, czego nie można być pewnym jest nie na miejscu.

Tu w zasadzie historia powinna się zakończyć. Ja straciłem zaufanie do kilku pracowników tego oddziału, bank dostał kilka reklamacji, a wspomniany pracownik zawsze nerwowo patrzy na mnie jak jednak muszę coś załatwić w tym oddziale. No właśnie, powinna, ale się nie zakończyła. Dostęp do konta przez IPKO mam ja i moja małżonka. Mamy osobne identyfikatory i hasła i powinniśmy mieć takie same uprawnienia. Dzisiaj się okazało, że Ona nie może robić przelewów, ani nie może zmienić sposobu autoryzacji transakcji z kart jednorazowych na SMSy. Infolinia tym razem nie pomogła i wskazanie jest jedno: udać się do oddziału. Tak więc jutro udaję się na kolejną wizytę w TYM oddziale i pójdę znowu do TEGO pracownika, aby po raz kolejny wyjaśniać sprawę, która powinna być zakończona wiele miesięcy temu.