Archiwa autora: miggi

Przecież ja nic nie instalowałem – awarie komputerowe cześć XXX

Zastanawiałem się czy jubileuszowa, XXX część awarii na moim blogu, nie powinna być jakaś specjalna, albo czy opisywana awaria nie winna być czymś na miarę awarii w Czarnobylu. Może i powinna, ale nie będzie. O ile pamiętam to przed tym wpisem było kilka różnych awarii, jednak albo podobne już się tutaj pojawiały, albo były bardziej mikro awariami. Czytaj dalej

O wyborach samorządowych, których nie obsługiwałem

Tydzień po wyborach już wiemy kto wygrał, a kto przegrał. Oczywiście największym przegranym był system informatyczny. Piszę oczywiście, bo  to co było wielkim newsem dla wszystkich w noc wyborczą, dla służ informatycznych w gminach, powiatach, „marszałkowach”, TKW i wszystkich uwikłanych w obsługę tego systemu, było oczywistością. Czytaj dalej

Bogowie – jest dobrze, jeśli nie bardzo dobrze

W zasadzie nie chodzę na filmy „na faktach” lub tych, które mogą opowiadać jakiś ważny historycznie epizod. Nie licząc miłego rozczarowania w postaci filmu „Jack Strong” polskie filmy nie mają dobrej renomy w tej materii.  Czy jednak warto było się wybrać na film o znanym polskim kardiochirurgu Zbigniewie Relidze?  Zdecydowanie tak.

Czytaj dalej

Lucy – film, który w trailerze przekazał więcej niż podczas seansu

W zasadzie nie planowałem wybrać się na to do kina, ale że to film Luca Bessona, to gdzieś tam chciałem zobaczyć cóż takiego zaserwował nam słynny reżyser. I to jest chyba jeden z wielu problemów tego film (tak aby dowalić od razu). Część osób pójdzie ze względu na reżysera, część została zachęcona całkiem niezłym trailerem, a część pewnie stwierdziła, że temat  ciekawy i wcale nie ważne kto gra główne role. I każdy został oszukany … w pewnym sensie. Czytaj dalej

Kilka informacji o tym co u mnie się dzieje

Gdybym miał tyle czasu co bym chciał to powstało by kilka nowych wpisów z serii „Awarie komputerowe”,  „Świadomość ludzka leży i kwiczy, a jeszcze ją kopią”, „Nie gram w gry, chyba że to”. Niestety brak czasu objawił się tym, że ograniczyłem swoją działalność nie tylko w sferze blogowej, ale również growej, filmowej, serialowej i czytelniczej. A przepraszam, tutaj jeszcze coś czytuję, ale tylko do śniadania.

Czytaj dalej

Guardians of the Galaxy – ból, łzy i gryzienie fotela … ze śmiechu

Gdy pierwszy raz usłyszałem, że ma powstać jakiś film z szopem, który kumpluje się drzewem i mają ocalić galaktykę, to mijałem wszelkie informacje o tej produkcji. Do czasu aż zobaczyłem trailer. A ten po prostu kupił mnie humorem, postaciami, lokacjami i oczywiście muzyką. Nie zdradzał za wiele fabuły i o to chodziło. Czytaj dalej