Star Wars ep. VIII – jestem za stary na ostatniego dżedaj?

To musiało się stać.  Przekonałem się, że film z mojego lubianego uniwersum zamiast mnie porwać spowodował, że go analizowałem jak skończony staruch. Za to moim córkom się podobał i to chyba najważniejsze.

Zwykle jest tak, że idąc do kina znam już mniej więcej recenzje kilku osób i wiem czego się spodziewać. Tym razem zrobiłem sobie szlaban na s\wszelkie plotki, insynuacje i recenzje. W piątek nawet zrobiliśmy sobie rodzinne oglądanie „Przebudzenia mocy” aby następnego dnia kontynuować przygodę w kinie. No i cóż. Wiele rzeczy mi się nie podobało i to nawet nie z pozycji fana. Ilość nieścisłości (poczynając od początkowych napisów), nielogiczności i scen typu WTF (pobieranie mleka z wymion, które wyglądają jak piersi, niewykrywalne sterowanie mocą pod nosem mistrza, czy wiele wymuszonych żartów) spowodowało, że nie potrafiłem dać się wciągnąć w historię tak jakbym tego pragnął. Były też oczywiście rzeczy, które bardzo mi się podobały jak walka z pretorianami czy ostatnia walka dobra ze złem …. i to tyle. To jest o jedną scenę lepiej niż w „Mrocznym widmie” gdzie fajna była tylko scena walki na miecze. 
No ale moim córkom film się podobał. Pewnie jakbym oglądał po raz pierwszy „Gwiezdne wojny” z moim tatą, to on pewnie też by mi powiedział ile rzeczy mu się nie podobało i nie miało sensu. To kwestia wieku (mam nadzieję) bo w przeciwnym razie ten film należy zaliczyć do ładnie zobrazowanego dzieła w świecie „Gwiezdnych wojen”, w którym scenariusz pisały osoby bez znajomości poprzedniej części, świata i logicznego myślenia. 

P.S. A historia z poszukiwaniem hakera ssała po całości.