Licencjonowanie M$ czyli jak tu nie osiwieć

Przed erą Internetu zakup oprogramowania typu Office, wiązał się z wklepaniem dostarczonego kodu, a czasami rejestracji telefonicznej lub w formie listu. Potem doszła weryfikacja kodu poprzez serwery. Teraz nie dość, że trzeba mieć różne konta to jeszcze zamiast zwykłego pliku instalacyjnego jest instalacja internetowa bez możliwości wyboru elementów, które mają być zainstalowane.

Od razu napiszę, że gdy dochodzi do podjęcia decyzji o zakupie licencji jakiegoś produktu firmy M$ to mam dość. Przy licencjach terminalowych na serwerze trzeba było zainstalować dodatkowe usługi weryfikujące licencje i z tego co pamiętam (dawno to było temu) tutorial jak poprawnie zainstalować licencje zajmował kilkanaście stron.
Gorzej jest z Office 365 przy zakupie go na firmę. Ostatnio kupowałem wersję roczną na 5 stanowisk. Oczywiście musiałem zarejestrować klucz (norma) i przypisać go do konta, które musiałem stworzyć. Po podaniu moich danych służbowych zostało mi dodane konto w domenie M$ do zarządzania licencją. Po zalogowaniu się dostałem dostęp do panelu żywcem przypominającego kokpit z WordPressa gdzie za nic nie mogłem odnaleźć opcji dostosowania instalacji. Gdy ją odszukałem okazało się że wybór jest, ale polega on na włączeniu lub wyłączeniu możliwości instalacji pakietu Office. Należy dodać, że pakiet taki instaluje mnóstwo badziewia wcale nie potrzebnego przeciętnemu userowi. Dodatkowo dostałem domenę lub zachętę do prowadzenia strony  w domenie M$ (dziękuję, postoję) i milion opcji, z których żadna nie mówiła ile instalacji dokonałem na danym kluczu.
Lepiej było podczas, a raczej po, instalacji. Oprogramowanie zapytało mnie o konto więc podałem konto w domenie M$, do którego założenia zostałem zmuszony. Błąd – takie konto nie istnieje. „No jak Ku … rczaczek nie istnieje, jak przed godziną je założyłem”. Kolejna próba i znowu to samo. Coś mnie tknęło i podałem mój adres maila służbowego. No konto niby istnieje, ale jakie tam hasło? Procedura odzyskania i wygenerowania nowego hasła na szczęście zadziałała i oprogramowanie się aktywowało. No ale ja nie chcę aby na pięciu stacjach były moje dane więc robię „wyloguj”. Oprogramowanie prawidłowo wylogowało mnie z konta służbowego i …. zalogowało do konta w domenie M$, które podobno nie istnieje. Drugie wylogowanie na szczęście zadziałało.  
No to jedna instalacja za mną – kolejne cztery czekają.