Star Wars ep. VII – moc się obudziła?

plakat_SWPrzez ostatnie 2 miesiące nie oglądałem niczego co jest związane z Gwiezdnymi Wojnami, a jednocześnie czułem się zażenowany tym czym stałą się maszynka marketingowa od tej serii. Wszędzie można było kupić figurki, kubki, śliniaczki, pampersy, a nawet resoraki ze znaczkiem Star Wars. Serio, resoraki? Na szczęście film jest dobry i bawiłem się przednio na premierze.

Nie byłem jednak na pokazie o północy bo nie jestem aż takim fanem no i do pracy trzeba normalnie wstać. Chyba też dla tego, że przez ostatnie kilka lat moje zainteresowanie tym uniwersum wyraźnie zmalało. Kiedyś może opiszę jak to pierwszy raz zobaczyłem Gwiezdne Wojny na czarno-białym telewizorze i o tym jak bardzo zawiodłem się epizodami I-III.
Wchodząc do kina nie czułem dreszczy – te przyszły dopiero gdy po kilku trailerach zabrzmiała charakterystyczna ścieżka dźwiękowa, a na ekranie pojawił się napis Star Wars.  Od tego momentu byłem tylko ja i ekran. Wsiąknąłem na prawie pełny seans, nie rejestrując nikogo z osób siedzących wokoło.
Nie wdając się w szczegóły oraz spoilery napiszę tylko, że film ma wszystko to co epizod IV, V i VI. Są ciekawe postacie, świetna akcja i jest humor. Pojazdy zmieniły się, a raczej ewoluowały i nawet ja zauważyłem nowe wersje Tie Fighterów czy X-Wingów. Mamy nowych bohaterów (po jednej i drugiej stronie mocy) jak i starych, którzy stanowią łącznik pomiędzy epizodami. Na pewno polecam ten film nawet tym co nigdy nie oglądali Gwiezdnych Wojen.  Może nawet im bardziej, bo to całkiem dobry epizod aby rozpocząć swoją przygodę z tym uniwersum. Bardzo wiele rzeczy mi się podobało, ale oczywiście jest też kilka takich do których bym się przyczepił.

[PONIŻEJ MOGĄ WYSTĄPIĆ SPOILERY – CZYTANIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ]

Po pierwsze Imperium ma chyba słabość do „gwiazd śmierci” bo zbudowali nową, większą i bardziej zabójczą oraz taką co ma oczywiście słaby punkt. No qrcze czy nie można uczyć się na błędach i albo nie budować czegoś takiego, albo przynajmniej zbudować dobre zabezpieczenia?

Po drugie wiele pomysłów jest żywcem wyjętych z epizodów IV, V i VI. Mamy bowiem akcję toczącą się na piaszczystej planecie, mamy droida z tajnymi danymi, którego poszukuje Imperium, mamy scenę ojca i syna na rampie i przepaścią, mamy przesłuchania ludzi przymocowanych to jakiejś maszynerii, rozmowa z holograficznym mistrzem ciemnej strony mocy. Ja rozumiem jedno, może dwa odwołania do tej lepszej trylogii, ale aż tyle? Lekka przesada.

Po trzecie nie bardzo przemawia do mnie samo przebudzenie mocy u bohaterów, którzy w jednej chwili widzą że są inni, a w drugiej już walczą na miecze z mistrzem, albo posługują się mocą aby wpłynąć na „słaby” umysł. Z tego co pamiętam posługiwanie się mocą wymagało treningu i posiadanie jakiegoś nauczyciela.

I po czwarte efekty specjalne. Bardzo dużo rzeczy jest świetnych bo zostało zrobionych na prawdę i w momencie gdy trafiamy na postacie w pełni renderowane komputerowo wydają się po prostu sztuczne i nie na miejscu. Nie widzę po co to zrobiono bo raczej łatwo można było je zastąpić prawdziwymi aktorami, albo przy najmniej zrobić lepsze efekty.

[KONIEC SPOILERÓW]

Nie jestem w stanie jednak wystawić oceny do czasu, aż nie pooglądam tego filmy jeszcze kilka razy. A że zobaczę go jeszcze kilka razy jestem święcie przekonany.