Marsjanin – USA znowu zwycięża

marsjanin-589cx205Najnowszy film Ridleja Scota „Marsjanin” znowu przenosi nas w kosmos i znowu pokazuje, że na świecie tylko jeden kraj może dokonywać rzeczy niemożliwych (oraz być napadanym przez obcych, ale to nie w tym dziele). Widzieliśmy to już wiele razy i pytanie jest takie: czy ten temat nam się już nie przejadł?

Historia przenosi nas na Marsa gdzie grupa astronautów bada planetę. Oczywiście idzie coś nie tak i muszą się ewakuować  przez co jeden z członków ekipy zostaje porzucony. Wszyscy byli przekonani, że w wyniku wypadku astronauta zginął, ale ten ma się (prawie) dobrze. Cały film koncentruje się więc na tym, aby swój człowiek wrócił do domu. Tyle z zarysu fabuły. Nie powiem, podczas filmu kilka razy śmiałem się jak na dobrej komedii i nawet raz czy dwa razy coś mnie zaskoczyło czy nawet wzruszyło.  Główny bohater ma świetne „jedno liniowce” oraz pokazuje, że da się wyhodować roślinki na czerwonej planecie. I tutaj powinienem zakończyć mój wywód i polecić film wszystkim, którzy chcą miło spędzić kilka chwil w kinie. Serio, to całkiem solidna, nie zobowiązująca rozrywka na niedzielne popołudnie.

No właśnie i chyba tutaj zaczynają się moje problemy z tym filmem (mogą być spoilery także dalej czytasz na własne ryzyko).

Dawno nie widziałem filmu, w którym od razu wiadomo, że wszystko się dobrze skończy. W zasadzie to tak powielany schemat, że nie wiem co jeszcze napisać. Zatem sprawdźmy:

  • Film dotyczy USA – tak
  • Mamy heroicznego bohatera i trochę osób, które rzucą się za nim w ogień – tak
  • Mamy grupkę naukowców, którzy co chwila wpadają na niesamowite pomysły – tak
  • Aby wszystko się dobrze zakończyło bohaterowie muszą podjąć decyzję, która może zakończyć (ale nie kończy) ich żywot – tak

Lista oczywiście nie jest kompletna, ale daje pojęcie na temat takich filmów jak „Dzień Niepodległości”, „Armagedon” i wszystko pochodne. Nawet uwielbiany prze zemnie  „Interstellar” podpada pod pokazany schemat.
Kolejną sprawą jest lokowanie produktów. Złapałem się na tym, że w każdej scenie doszukiwałem się firm, które zechciały użyczyć swoich zabawek czy logo. Tego po prostu jest tam za dużo. Wiem, że dzięki reklamom te firmy mają klientów, ale skoro w TV 15 minutowy blok reklamowy działa na nerwy to co dopiero 1,5h reklam, za które zapłaciło się ekstra.
No i jeszcze rytm filmu (tutaj spory spoiler). Mniej więcej wszystko się dzieje spokojnie i bez zbędnego pośpiechu. Widzimy upadki i wzloty wszystkich bohaterów, wiemy dokładnie kiedy coś pójdzie nie tak i w pewnej chwili mamy przeskok z napisem „7 miesięcy później”. W ciągu kilkudziesięciu dni co chwilę coś było odkrywane, ale się coś psuło, a życie naszego bohatera wisiało na włosku i nagle 7 spokojnych miesięcy. To tak jakby w historii napisać, że 1 września 1939 roku wybuchła II Wojna Światowa, dodać opis kampanii wrześniowej, a skwitować to dopiskiem „6 lat później wojna się zakończyła”. Tak nie można. Sam koniec też trochę rozczarowuje bo istnieje tylko chyba po to aby uratowany astronauta mógł powiedzieć kawał o kupie.

Podsumowując
Wiem, że na mój gust filmowy trzeba brać poprawkę i czasami podobają/nie podobają mi się filmy niezgodnie z ogólną opinią. Ten miło się oglądało, ale nie wniósł on powiewu świeżości, ani nie zaskoczył niczym specjalnym. Nie był jednak takim rozczarowaniem jak „Prometeusz” więc nie jest chyba tak źle.