Smartfon bez menu i tablet bez oznak życia – awarie komputerowe część XXXV

qrvsn

Od jednej znajomej dostałem dwa urządzenia: smartfona Microsoft i tablet DELL’a. Pierwszy nie wyświetlał menu, chociaż ekran blokowania i dotyk działał poprawnie, a drugi nie włączał się. Wszystko udało się naprawić w jeden wieczór, chociaż przy tablecie było ciekawie.

Na początek smartfon.
Po raz pierwszy spotkałem się z tym modelem (wcześniej tylko jako Nokia), i mam mieszane uczucia. Niby wszystko trzyma się qpy, ale mój MyPhone wydaje mi się bardziej solidną konstrukcją. Tak czy inaczej sprzęciwo udało się zresetować kombinacją przycisków Power i Volume Up i Down. 5 minut zabawy i po sprawie. NEXT

Teraz tablet.
Tutaj sprawa miała się ciekawiej bo znajoma próbowała go reklamować. W sklepie odesłali ją na infolinię Dell’a bo oni nie są serwisem, a dodatkowo składając reklamację należy podać numer seryjny albo najlepiej service tag. Pytanie tylko jak podać te numerki skoro można je odczytać tylko z poziomu systemu, a skoro tablet się nie uruchamia to nie ma jak ich odczytać. Sprawdzałem na stronie Dell’a i aby przejść do „chatu” z obsługą techniczną trzeba podać te numery. Generalnie znajoma byłą trochę podłamana bo tablet tani nie był, a w sklepie od razu powiedzieli, że wygląda to na uszkodzenie nie kwalifikujące się no naprawy gwarancyjnej więc szkoda jej zachodu. Ciekawi mnie tylko na jakiej podstawie to stwierdzili skoro tabletu nie udało się uruchomić, a nie nosił żadnych śladów uszkodzenia mechanicznego. Niby powodem uszkodzenia miało być użycie innej ładowarki niż oryginalna bo, cytuję: „Inne ładowarki mają inne NAPIĘCIE i uszkadzają procesor”. Ja rozumiem, że pracując w markecie można nie znać podstaw fizyki, ale na zasilaczach od tabletów, smartfonów i innych ustrojstw z gniazdem microUSB napisane jest jak byk 5V. Różnica będzie w natężeniu i o tym powinien powiedzieć pan, który nie przyjął reklamacji.
No właśnie pytanie: czemu tego nie zrobił. Fakt jest taki, że urządzenie nie uruchamiało się i tyle. Było na gwarancji, nie było śladów uderzenia albo zawilgocenia, więc wysłanie klienta „na drzewo” było nie na miejscu.
A rozwiązanie było dość banalne. Wystarczyło pozostawić urządzenie podłączone do swojej ładowarki sprawdzonym kablem (mam taki solidny od starej Noki) na jakieś 5 godzin. Po tym czasie pojawiła  się ikona baterii i udało się włączyć tablet. Jaki więc był powód problemów? Po rozmowie ze znajomą ustaliłem, że ponieważ oryginalny kabel od ładowarki zaginął to użyła inny, który kupiła za 3zł w jakimś sklepie ze wszystkim. Bardzo często takie kable mają tak słabe parametry, że o ile jeszcze dane da się nimi przepchnąć to za nic nie będą ładować urządzeń. Tablet się więc rozładował, a ponieważ nie był używany przez kilka tygodni to bateria potrzebowała więcej czasu na zaskoczenie.