Nie gram w gry, chyba że to HearthStone to gram

Podczas LAN_Wars 2015 padały pytania o różne gry, które mogły by zagościć na imprezie. Oczywiście 90% dotyczyło serii CS (jak ja ją”kocham”), ale zdarzały się też inne propozycje. Jedną z nich był właśnie wspomniany HearthStone.

Czym jest HearthStone? Generalnie to karcianka, tylko że z postaciami z serii gier Warcraft. Pomysł wydaje się dość naiwny i wygląda jak skok na kasę. Bierzemy znane postaci ze znanej serii, wkładamy to w konwencję gry karcianej znanej choćby z serii Magic: The Gethering, okraszamy wszystko ładną grafiką i sprzedajemy. No właśnie z tym wyjątkiem, że tutaj „sprzedajemy” nie występuje, ponieważ to gra w wersji F2P. Nie powiem abym lubił ten model, bo wcześniej czy później okazuje się, że jest to bardziej Pay 2 Win. Na razie jednak HearthStone nie wymusza na mnie płatności, a z tego co słychać da się grać bez nabywania kart za gotówkę.

Co mi się podoba w tej grze? Na pewno krótkie rundy i to że trzeba jednak ruszyć makówką aby wygrać. Zdarzają się oczywiście łatwe potyczki, ale bardzo rzadko. W większości przypadków zgadywanie co przeciwnik może zrobić w danej chwili i staranie się uprzedzić jego akcji wymaga dobrej znajomości kart i przemyślanych ruchów. Zagapienie się i nie wykonanie ataku lub wywalenie kart nie wtedy co trzeba zwykle kończy się przegraną.
Można oczywiście grać z komputerem albo z żywym przeciwnikiem. Trochę czasu należy poświęcić na  pierwsze wgryzienie się w rozgrywkę. Osobiście nigdy nie grałem w karcianki, ale chyba wiem czemu cieszą się taką popularnością. Występuje tutaj bowiem efekt „kolejnej rundy” znany choćby z Might and Magic. po prostu nie da się siąść i zagrać jedno rozdanie.  Wygrana porywa do tego aby po raz kolejny znaleźć przeciwnika, a przegrana mobilizuje i każe tym razem wygrać aby pokazać kto miał lepszą talię.

Czy ta gra stanie się tytułem do którego będę wracał jak do Skyrim’a czy Diablo? Raczej wątpię, ale na chwile obecną zapewnia miłą odskocznię.