Nie gram w gry, chyba że to Borderlands, to nie gram sam

Trochę to dziwne aby sięgać po pierwszą część po tym jak się zna część drugą. Miałem tak z filmem Terminator, Obcy i właśnie z grą Borderlands. Z resztą pisałem o tym tutaj i muszę przyznać, że gra jest po prostu super. Nie dość że przyjemnie się gra w singlu to tryb kooperacji jest w zasadzie tym, czym ta gra stoi. Muszę się jednak przyznać, że gdy pierwszy raz usłyszałem o Borderlands to skreśliłem tą grę z mojej listy. Czemu? Byłem na etapie ciągłego łupania w DiabloII oraz UnrealTournament i jak ktoś w recenzjach stwierdził, że to takie FPS-owe Diablo to w mojej głowie zapaliła się myśl: „świętokradztwo – jak można obrażać moją ulubioną gierkę i porównywać z jakąś tam strzelanką„. Do czasu, aż nie zobaczyłem co w tej grze się dzieje, ale już w jej drugiej odsłonie. Nawet nie do końca pamiętam czy najpierw widziałem jakąś recenzję czy trafiłem na kanał Rock&Rojo i ich gameplay z właśnie Borderlands 2, ale zauważyłem mój błąd odnośnie krytycznego podejścia do tego tytułu.

Tak czy inaczej druga część jest po prostu extra. Fabuła jest ciekawa, postacie zabawne, bossowie dość trudni, a pokaźny arsenał broni i mnóstwo DLC daje nam możliwość przechodzenia gry na nowo bez nudzenia się.   A jak wypada na jej tle cześć pierwsza? No cóż, jest szaro, powtarzalnie i nudno – jak się gra samemu. Bo wspomniany już duet R&R pokazał, że gra może być po prostu tłem do pogaduszek.  Bo w „jedynce” jakaś fabuła jest, ale spokojnie można sobie ją darować, oczywiście broni i misji jest sporo, ale to wszystko wygląda jak tech-demo. W jakiejś recenzji spotkałem się ze stwierdzeniem, że twórcy chcieli sprawdzić czy ten koncept trafi w gusta graczy i jak się udało to zrobili drugą cześć jak trzeba. Oczywiście malkontenci stwierdzili że druga cześć to tak na prawdę wersja „półtora”, ale ja się do nich nie zaliczam. Minęły już czasy gdy pomiędzy pierwszymi a drugimi częściami była przepaść jakościowa jak w serii Quake czy Diablo.
Kończąc chciałem zwrócić uwagę na to że wyszła kolejna cześć serii z podtytułem „Pre-sequel” czyli jest to historia dziejąca się pomiędzy częścią pierwszą i drugą. Na razie wygląda to bardziej na potężne DLC do części drugiej niż pełnoprawna część, ale tym stwierdzeniem włączam się do wspomnianych malkontentów co podobnie mówili o dwójce.