Wakacje, klątwa Euro i filmowe plany

Tak informatyk też ma wakacje, choć są one bardziej na papierze niż są prawdziwym wypoczynkiem od pracy. Muszę jednak przyznać, że bardzo się starałem na wyjeździe nie uruchamiać laptopa jeśli nie było to absolutnie konieczne. Dla informatyków/adminów urlop wakacyjny (podobnie z resztą jak każdy inny) to po prostu praca tylko z innego miejsca niż zwykle. Doświadczyłem tego już wiele razy i nie ma się co oszukiwać w tej materii. Zmieniło się jednak planowanie wakacji względem tego co było choćby kilka lat do tyłu. Obecnie nie trzeba się już tak martwić o dostęp do Internetu bo w zasadzie GPRS działa już prawie wszędzie. Zmieniło się jednak wyposażenie wakacyjne. Pomijam oczywistości w postaci laptopa, telefonu i cyfraka. Trzeba jeszcze zadbać o to aby wszystko działało więc modem 3G, telefon zapasowy z modemem 3G, oprogramowanie na laptopie do obsługi jednego i drugiego, do tego okablowanie, karty pamięci do cyfraka (tak na zapas), czytnik kart, kable zasilania dla telefonów do samochodu, nawigacja (o której napiszę zaraz). W ten oto sposób do podstawowego bagażu doszło dwie teczki sprzętu i okablowania.

Wyjazd i nawigacja
Powiem tak – nie umiem się dogadać z nawigacją telefonu Nokia. Nie ma znaczenia czy planowałem trasę miejscowościami, czy ustalałem dokładne punkty na szlaku, nawigacja i tak wiedziała swoje. Dla tego uważam że wyjazd bez w miarę aktualnego atlasu samochodowego może skończyć się niezłym błądzeniem.
Planując trasę wspomagałem się dwoma mapami elektronicznymi: Google oraz mapą Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Nie muszę chyba mówić (pisać) że ta druga prowadziła takimi zad.. no na okrętkę ale niby najkrócej. Mapa Google od razu zaproponowała trzy trasy o podobnym czasie przejazdu, z czego na pierwszym miejscu była trasa przez Niemcy (trzeba było tak jechać).
Tutaj dygresja odnośnie klątwy Euro.
Jadąc przez Poznań na Piłę nawigacja i mapa zgodnie wskazywały trasę zachodnią, a znaki dumnie prowadziły na "nową" trasę i …. trzeba było ufać mapie. Trasa na początku super i wszystkie znaki wskazywały że jedziemy prawidłowo. Po jakimś czasie znaki były już przekreślone, a następnie trasa zawracała i trafiliśmy prawie w centrum Poznania. Dziękujemy wam drogowcy.

Pobyt
Od strony wypoczynku wszystko się udało – było słońce (od albo do południa), plaża i drinki z palemką. Od strony pracy były telefony i w większości przypadków udawało się wszystko załatwiać "z plaży", ale niestety raz trzeba było się wbić na serwer, przez co przetestowałem, że GPRS wystarcza do tej czynności. Inną sprawą jest to że zaraz po przyjechaniu przeczesałem się w poszukiwaniu możliwości podpięcia się. Nawet była by taka możliwość gdyby nie to, że sieci porobiły dodatkowe zabezpieczenie w postaci loginów i haseł dostępowych na osobnym systemie. Trudno został modemik i GPRS.

Sezon kinowy
Ostatnio jakoś nie mam szczęścia do filmów, ale to się zmieniło wraz z wizytą w kinie w Nysie. Otóż całą familiją wybraliśmy się na Epokę Lodowcową 4 i muszę przyznać, że jest to jedna z lepszych kontynuacji jakie ostatnio powstały. Oczywiście w planie jest też zobaczenie trzeciej części bajki Madagaskar i tutaj nie tryskam jakoś entuzjazmem (chyba że będzie dużo pingwinów). Z bardziej poważnych tytułów to 20 lub 21 lipca zaplanowany jest wyskok na Prometeusza i może na nowego Batmana.

A czy coś się psuje w sezonie wakacyjnym?
Psuje się, ale o tym w kolejnym wpisie.